poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Czas relaksu

Znajomi zostali u nas przez 6 dni. Zabraliśmy ich na dwie wycieczki, pozostały czas spędziliśmy relaksując się w przydomowym ogródku.

Dzieci niemal nie wychodziły z basenu...


Dorośli na zmianę wylegiwali się w hamaku...


 A wieczorami wszyscy piekliśmy i pałaszowaliśmy kiełbaski.


Razem z Kasią, Mariuszem i Julką, przyjechał do nas piesek Fluffy, który szalenie przypadł Emilii do serca.


Z miejsca przejęła kontrolę nad smyczą pieska.
Czasami to Emilia prowadziła Fluffiego...


... a innym razem to Fluffy prowadził Emilię...




Ale jakoś się dogadywali. Inni domownicy też polubili psinkę i tylko Kicia wyłamała się, jawnie wykazując dezaprobatę z powodu wpuszczenia do domu psa.

Zaraz po przyjeździe, przyjaźnie nastawiony Fluffy podbiegł do Kici merdając radośnie ogonem, ale Kicia tylko uniosła łapę i ostrzegawczo syknęła, natychmiast osadzając pieska w miejscu.


Ponowił próbę jeszcze raz, z podobnym skutkiem, a potem się uprzejmie mijali przy miskach - choć Fluffy nie pogardził kocim jedzeniem czyszcząc miskę kotki na błysk.


Kiedy Kicia przychodziła do domu w porach karmienia, wynosiliśmy na zewnątrz psa, kiedy Fluffy wracał do domu, chowaliśmy kocią miskę. Na szczęście mądry pies nie zbliżał się bardziej niż mu na to pozwoliła Kicia, a Kicia omijała psa z daleka, więc pazury nie poszły w ruch.

piątek, 11 sierpnia 2017

Wycieczka z przyjaciółmi w kierunku wschodnim

Na drugą wycieczkę wybraliśmy się w przeciwnym kierunku, czyli na wschód, choć tą samą drogą stanową numer 126, zwaną także McKenzie Highway.

I właśnie przy rzece McKenzie znalazło się kilka miejsc, które chcieliśmy pokazać naszym przyjaciołom. Pierwszym z nich była wylęgarnia ryb w Leaburgu.

Karmienie ryb specjalnie do tego przeznaczoną karmą stanowi zawsze niesamowitą frajdę i dla dzieci i dla dorosłych.

Leaburg Fish Hatchery, OR, USA

pstrągi tęczowe

W końcu zabrakło nam ćwierćdolarówek niezbędnych do zakupu karmy dla ryb.

Leaburg Fish Hatchery, OR, USA

Przez sadzawkę z rybami przerzucone są malownicze mostki, a wokół moc zadbanej zieleni, miejsce więc działa bardzo odprężająco.

Kiedy już oderwaliśmy dzieci od sadzawki z nienasyconymi pstrągami tęczowymi, pojechaliśmy w górę rzeki McKenzie aż do wodospadu Sahalie Falls.

Sahalie Falls, OR, USA

W dół rzeki prowadzi szlak do położonego niżej kolejnego wodospadu Koosah Falls. Spacerek nie jest zbyt męczący nawet w upalne dni bo od lodowatej źródlanej wody wieje chłodem a widoki, jakie można podziwiać są niezapomniane.

McKenzie River, OR, USA

McKenzie River, OR, USA

McKenzie River, OR, USA

Kilkanaście minut spacerkiem i dotarliśmy do wodospadu Koosah Falls.
 
Koosah Falls, OR, USA

Powrót tą samą drogą, ale nikomu się nie dłużył. Wszyscy i tak nie odrywali wzroku od przecudnie czystej wody w rzece, z której mamy wodę pitną w kranach. Wodę doskonałej jakości.

Nieopodal znajduje się jezioro Clear Lake, z którego rzeka McKenzie wypływa.

Clear Lake, OR, USA

Nad tym jeziorem zjedliśmy przywieziony z domu lunch i troszkę pospacerowaliśmy nad wodą, choć nie za długo bo zaczynało być gorąco.

Kolejny przystanek na trasie to niewielkie miasteczko Sisters.

Sisters, OR, USA

Wyszliśmy z auta w żar jak z pieca w hucie, więc szybciutko schroniliśmy się w najbliższym lokalu gastronomicznym, który, ku uciesze dzieci, okazał się być pizzerią. Pizza była smaczna, choć klimatyzacja działała kiepsko. Zrezygnowaliśmy ze spaceru po Sisters i tylko kupiliśmy lody i koktajle dla ochłody.

Mimo upału zwróciłam uwagę na piękne kwiaty i poprosiłam Krzysia, by się przy nich ustawił do zdjęcia.

Sisters, OR, USA

Z Sisters wracaliśmy starą drogą przez góry Kaskadowe, drogą numer 242, która jest tak wąska i kręta, że zamykana jest na zimę. Nie odśnieża się jej, szlaban z obu stron zostaje zamknięty na kłódkę a na zjazdach na drogę pojawiają się informacje o jej zamknięciu. Zdarza się, że pozostaje zamknięta do lipca aż stopnieje cały pokrywający ją śnieg i lód.

W sierpniu zazwyczaj jest już otwarta a poza podziwianiem widoków mieliśmy w planach zatrzymanie się w obserwatorium Dee Wright Observatory (KLIK) wybudowanym pośrodku pola lawy z lawy właśnie.

Widok z Dee Wright Observatory na szczyty North Sister (Wiara) & Middle Sister (Nadzieja)

Konstrukcja ma tak zmyślenie zaprojektowane okna i okienka, że kiedy się przez nie spogląda, ma się widok na poszczególne szczyty w zasięgu wzroku. Pod każdym okienkiem znajduje się nazwa góry, którą przez okno widać.
Okazało się, że dzieci miały jeszcze bardzo dużo energii, tak dużo, by i w tym miejscu poszaleć. Krzysiek wdrapywał się na ściany, Emilia pozowała w większych oknach.

Dee Wright Observatory, OR, USA

Niestety widoczność tego dnia, jak i podczas niemal całego pobytu Kasi z rodziną w Oregonie, była kiepska z racji pożarów lasów i dymów nawiewanych przez wiatr. Nawet kiedy lasy się palą w odległej Kanadzie, dym dociera i do nas jeśli wiatr wieje akurat z tamtego kierunku.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Spotkanie po latach - wycieczka w kierunku zachodnim

Na początku sierpnia odwiedziła nas moja koleżanka Kasia z mężem i córką.

Z Kasią znamy się jeszcze z Polski. Po moim wyjeździe kontaktowałyśmy się przez internet a odkąd Kasia przeprowadziła się do Chicago, dość często rozmawiamy przez telefon. Niemniej jednak minęło już 10 lat odkąd spotkałyśmy się twarzą w twarz.

Ilekroć posyłałam Kasi zdjęcia z naszych oregońskich wycieczek zachwycała się "Ależ u Was pięknie!" Na co ja niezmiennie zachęcałam ją do przyjazdu do Oregonu "No to przyjedźcie do nas na wakacje!" I tak to trwało parę lat, aż kilka miesięcy temu usłyszałam "Wybieramy się do Was!"

Czas wizyty został dokładnie zaplanowany - pomiędzy zakończeniem przedszkola przez Emilię oraz wyjazdem dzieci do Polski. To u nas.
U Kasi był to czas kiedy półkolonie jej córki się kończą a szkoła jeszcze nie zaczyna (u nich rok szkolny zaczyna się i kończy w innym terminie niż u nas).

Najważniejsze podczas ich pobytu był czas spędzony razem, rozmowy, rozmowy, rozmowy, ale nie mogło się obyć bez obejrzenia kilku przepięknych zakątków w Oregonie. Akurat nawiedziła nas fala rekordowych upałów, więc skończyło się na dwóch wycieczkach. Podczas pierwszej z nich udaliśmy się na zachód, w stronę oceanu, ale najpierw zahaczyliśmy o wodospad Alsea Falls. (Tutaj linki do archiwalnych wpisów na temat Alse Falls KLIK i KLIK.)

Alsea falls, Oregon, USA

Potem pognaliśmy nad ocean i zatrzymaliśmy się na pierwszym parkingu z dostępem do plaży.

Pacyfik, Oregon, USA

Tam trochę zabawiliśmy bo dzieci miały frajdę niesamowitą a przy tym było bardzo ciepło - tego dnia padł rekord jeśli chodzi o temperaturę powietrza na oregońskim wybrzeżu a my skwapliwie z tego skorzystaliśmy.

W końcu zaczęło nam burczeć w żołądkach a kanapki zabrane na drogę już dawno zniknęły, więc udaliśmy się na obiad, po drodze wjeżdżając na przylądek Perpetua. U góry buchnął na nas żar tak potworny, że nie byliśmy w stanie zabawić dłużej mimo zapierających dech widoków. (Tutaj link do archiwalnych wpisów KLIK, KLIK.)

Widok z Cape Perpetua w kierunku południowym, Orego, USA

Po obiedzie, spałaszowanym z wielkim apetytem, udaliśmy się na kolejną plażę, Devil's Elbow, w pobliżu latarni Heceta Head Lighthouse. Dzieci znowu szalały - głównie w wodzie wpadającego do oceanu strumienia, w którym woda była o niebo cieplejsza niż w Pacyfiku. A ja załapałam się na fotkę zrobioną telefonem Kasi.


A na koniec - spacer do latarni Heceta Head Lighthouse. (KLIK)


Do domu wróciliśmy późno ale za to pełni wrażeń.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Moje róże

Dzisiaj zdjęcia róż w moim ogródku. Wprawdzie zdjęcia zrobiłam już jakiś czas temu, w maju i czerwcu, ale róże mają to do siebie, że kwitną od maja do października, a czasem nawet dłużej, choć pod koniec sezonu już nie są tak okazałe jak na początku.













czwartek, 3 sierpnia 2017

Crescent Lake 2017


Kolejny wyjazd pod namiot to powrót nad moje ulubione jezioro w Oregonie, Crescent Lake. (Relacje z poprzednich pobytów w tym miejscu tutaj: KLIK.)

Widok na kemping z tafli jeziora:


Tym razem komu innemu przyszło starać się o miejsca dla naszej sporej grupy (5 rodzin, 22 osoby) a my dojechaliśmy na spokojnie na już zaklepane miejsce.


Ponieważ w zimie spadło sporo śniegu, poziom wody w jeziorze jest o wiele wyższy niż w poprzednich latach, i choć nadal jeszcze trochę brakuje do normalnego stanu, różnica, w porównaniu do ubiegłego roku, szokuje.


Tradycyjnie już wybraliśmy się na wycieczkę w kanu po jeziorze, odwiedzając wszystkie ulubione miejsca, w tym ogromny kamień, na który co roku wspina się Krzyś. Woda zabrała plażę, na której pozowanie ćwiczyła rok temu przyszła modelka Emilia. Profesjonalistka znalazła natychmiast inne podłoże - stopy w wodzie też pięknie się prezentują na zdjęciu!


"Wyspa piratów" niemal całkowicie zniknęła pod wodą - wystaje czubek skalnej półki, zwalony pień i kilka drzewek.


Woda w jeziorze czysta, widoki powalają pięknem. Pogoda dopisała nam niezmiernie, było ciepło, ale nie upalnie.

W drodze powrotnej trafiliśmy na wietrzny zakątek jeziora. Płynąc pod wiatr, przedzierając się przez fale, przemokliśmy doszczętnie i zmarzliśmy okrutnie. Okazało się też, że Emilia cierpi w takich warunkach na chorobę morską. Krzyśkowi fale nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie - dreszczyk emocji sprawił, że miał jeszcze większą frajdę!



Wieczory malowały na niebie sielskie obrazki - zapewne by nieco osłodzić gorycz konieczności obcowania z naprzykrzającymi się komarami.



Już wiem, że nad Crescent Lake wracamy za rok.




poniedziałek, 31 lipca 2017

Pożegnanie z przedszkolem

Poniedziałek 31 lipca to ostatni dzień Emilii w przedszkolu.

Emilia polubiła przedszkole, a każda kolejna pani stawała się panią ulubioną. Chciałam dać wyraz tym pozytywnym odczuciom mojego dziecka i postanowiłam wykonać kartki - dla każdej "ulubionej" pani, wliczając kucharkę!

Jak zrobiłam sobie listę tych pań to wyszło, że mam do zrobienia 10 kartek.

Powstawały powoli, na raty, ale zdążyłam. Oto one:











Bazę kartek stanowią kartoniki z zestawu do samodzielnego wykonania książki kucharskiej - otrzymałam go w prezencie urodzinowym od Splocika.
Akurat było ich 10. Z dokupieniem kopert w odpowiednim rozmiarze nie było najmniejszego problemu.

Wiadomo jak to bywa tego ostatniego dnia - w zamieszaniu łatwo o czymś zapomnieć. I dlatego kartki zostały wręczone jeszcze w ubiegłym tygodniu.