czwartek, 27 kwietnia 2017

Kwiatowo

Mimo zimna, mimo deszczu, kwiaty w ogrodzie wyglądają nadspodziewanie ładnie.Na początek zaległe zdjęcie żółtych tulipanów:


Naświetlone, i miałam nadzieję, na zrobienie lepszego, ale że ciągle pada, wyprawy z aparatem do ogródka ciągle są odkładane i w rezultacie żółte tulipany zdążyły już przekwitnąć. W tym samym dniu uwieczniłam pierwszy kwitnący rododendron:


Tamten już powoli przekwita, natomiast zaczyna kwitnąć kolejny, w nieco innym kolorze:


Pięknie, natomiast, kwitną dzwonki:



Zdecydowana większość to fioletowe, ale jest kilka różowych i białych:


 

 Kilkoma obsadziłam rozchodnik:



Floks:


Nie wiadomo kiedy zakwitła jabłonka:


Jednego dnia cała była w pąkach, a dzisiaj kwiaty wyglądają jakby walczyły z deszczami już od jakiegoś czasu.


A na koniec urokliwe maleństwa - bratki:


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zawody Lekkoatletyczne

Za Krzyśkiem półmetek tegorocznych zajęć lekkoatletycznych.
W czwartek odbył się pierwszy z dwóch mityngów. Pogoda była taka, jaką mamy niemal każdego dnia tej wiosny - mokro, wietrznie i zimno. Na szczęście najgorsza ulewa przeszła nad miastem przed rozpoczęciem zawodów i zdążyło się nawet nieco przejaśnić, temperatura powietrza nie przekroczyła jednak 9 stopni C. Woda nie ma już w co wsiąkać i nawet na mocno już zielonych trawnikach brodziło się po kostki w błocie. Dobrze, że przynajmniej nawierzchnie, na których zmagali się młodzi sportowcy są sztuczne, więc choć tam nie było grząsko i bagniście.

Na dodatek jedna ze szkół nie dotarła na czas i wszystko opóźniło się o ponad pół godziny. Oj wymarzłyśmy z Emilią straszliwie! Krzysiek w sumie też, bo przecież nie biegał cały czas a był ubrany dość lekko.

W tych zawodach uczestniczył w rzucie piłeczką, biegu na 100 metrów oraz w sztafecie na 400 metrów. W sztafecie chłopcy zdobyli trzecie miejscy, w biegu na 100 m Krzyś dotarł na metę pierwszy.


Jak widać na zdjęciu miał sporą przewagę nad rywalami.


Mam nadzieję że w dniu kolejnych zawodów pogoda okaże się nieco łaskawsza.
Za sukces uważam fakt, że żadne z nas się nie rozchorowało.

piątek, 21 kwietnia 2017

Gdzie sypia nasza Kicia

Na półce między zabawkami dzieci:


W misce na pranie, obok butli z płynem do prania (na pralce):


W pojemniku na zabawki, porzuconym wieczorem na podłodze:


Na zabawce dzieci AIR HOCKEY:


Na szkolnym plecaku Krzysia:


I jeszcze w kilku ciekawych acz nietypowych miejscach.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Niezbyt udane święta

W sobotę w nocy, tuż przed północą, Emilia zaczęła wymiotować i z głowy miałam i tę noc i całą niedzielę wielkanocną. W ciągu dnia Emilia dużo spała i ból brzucha nieco zmalał, przestała też wymiotować, ale do znajomych, by świętować w polskim gronie, pojechała jedynie męska część rodziny. Mi zostały wątpliwe atrakcje w stylu zmiana dopiero co zmienionej pościeli i pranie.

Ale kiedy Emilia spała to udało mi się dokończyć słuchanie książki Marka Krajewskiego "Róże Cmentarne" i jeszcze trochę poczytać "Labirynt von Brauna" Rafała Dębskiego - cały czas masując brzuszek Emilii, bo podobno to najbardziej pomagało.

Pozostając w domu ominęło mnie wielkie żarcie - trochę żal bo koleżanka zrobiła pyszne polędwiczki w sosie ze śliwkami, ale z drugiej strony dzisiaj rano nie miałam kaca moralnego wchodząc na wagę. Chłopcy zabrali ze sobą babeczki z bitą śmietaną, które upiekłam na Wielkanoc a przywieźli mi za to trochę mięska.


Babeczki podobno cieszyły się powodzeniem i wszystkie (24) zostały zjedzone.
Miałam je udekorować bitą śmietaną tak, jak ta na samym dole z lewej strony, ale byłam zbyt zestresowana narzekaniami Emilii na bolący brzuszek i jakoś tak mi to nie szło, że w końcu tylko rozsmarowałam bitą śmietanę i wygładziłam nożem.

Emilia już się czuje dobrze, je i nie narzeka na ból brzucha. Za to reszta rodziny zaczęła cierpieć na ból gardła i katar.

sobota, 15 kwietnia 2017

Tradycji stało się zadość

Koszyczki z pokarmem poświęcone, słodycze wyjedzone zanim koszyczek dotarł do domu - czyli tradycji stało się zadość.

W tym roku jaja dekorowała Emilia - akwarelami.


Zabawę miała przednią a ja jedynie dostarczałam jej świeżych partii materiału czyli dogotowywałam jajka. Kupiłam całą kopę, więc dziecko mogło się wyżyć artystycznie. Krzysiek nie wykazał zainteresowania i ograniczył się jedynie do podziwiania arcydzieł, które siostra podtykała mu pod nos.

Zaprzyjaźniony ksiądz, jak co roku poświęcił pokarmy na prośbę naszej polskiej grupy. W tym roku było tylko 6 koszyczków a na zdjęcie załapało się pięć bo jedna koleżanka się spóźniła.


Ksiądz odprawił całą ceremonię od nowa a my zaczekaliśmy już na zewnątrz - każda okazja dobra, żeby sobie uciąć krótką pogawędkę. Na dłuższą będzie czas jutro, bo tradycyjnie świętujemy w stałym polskim gronie.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Występ muzyczny uczniów klas piątych

Dzisiaj uczniowie klas piątych ze szkoły, do której chodzi Krzyś zaprezentowali program muzyczny, nad przygotowaniem którego pracowali od jakiegoś czasu.

Od tygodnia Krzysiek ostrzegał mnie, że będzie kiepsko, że prawie nikt nie nauczył się słów piosenek oraz upewniał się, czy aby na pewno chcę przyjść i być świadkiem totalnej katastrofy.

Stwierdziłam, że i owszem, co mi szkodzi. Zabrałam jeszcze do tego ze sobą Emilię.

Miejsca trafiły nam się takie, że widziałyśmy dobrze, choć nieco za daleko na dobre zdjęcia.


W związku z tym zamówiłam DVD, które ma być do odebrania już jutro.

Nie dane mi było za bardzo skupić się na doznaniach słuchowych ponieważ doznania zapachowe całkowicie zdominowały moją świadomość - ktoś na widowni roztaczał woń znaną każdemu, komu choć raz zdarzyło się wejść do obory. Mieszanina odoru łajna i mokrej słomy. Nie woniało w całej sali gimnastycznej, ale w zakątku, w którym nam się trafiły wolne krzesła - teraz już wiem dlaczego nie było chętnych do zajęcia tychże miejsc.

Sam występ uważam za nie najgorszy i zdecydowanie lepszy niż w ubiegłym roku. Piąta klasa, wiek poważny, więc uczniowie śpiewali znane wszystkim przeboje a nie jakieś piosenki dla maluchów: Best Day of My Life, Good Time, Keep Your Head Up, Fight Song, Radioactive, Dynamite, Firework a na zakończenie Can't Stop The Feeling.

Emilia zaczęła nudzić i przeszkadzać od drugiej piosenki - pewnie i ją drażnił zapaszek. Zaraz po zakończeniu koniecznie musiała sama wejść na scenę. Nie tylko ona - wszystkie maluchy wdrapały się na scenę, kiedy tylko zeszło z nich starsze rodzeństwo.


A kiedy nareszcie opuściliśmy progi szkoły, małpeczki nie przepuściły okazji i natychmiast wdrapały się na drabinki na placu zabaw, gdzie zabawiliśmy czas jakiś - aż nas przepędził deszcz i zapadający zmrok.


niedziela, 9 kwietnia 2017

Kartki Nr 57-60

Wczoraj zebrało mi się na zabawę papierem, w wyniku czego powstały cztery kartki.

Miałam przygotowaną mapkę, według której miały powstać kartki, ale jak zabrałam się za przeglądanie materiałów, o mapce zapomniałam a kartki same się skomponowały. Myślą przewodnią, może niewidoczną, ale tą która mi przyświecała, było pozbycie się skraweczków i innych resztek.


Do wykonania pierwszej karki wykorzystałam resztunie papieru niebieskiego w trzech odcieniach.


Przy drugiej kartce postanowiłam wykorzystać czerwone kwiatki, które leżały w pudełku z materiałami już od kilku lat.


W zestawie były też kwiatki różowe, kremowe i niebieskie. Na trzeciej kartce wylądowały kwiatki różowe i kremowe. (Kartka leży na kopercie.) Jeszcze zostały niebieskie, ale już trzeba było zwijać kram i zabierać się za gotowanie obiadu.


Ale jak pakowałam wszystko do pudła, w rękę wpadł mi brązowy kartonik i zdjęcie słonecznika - wykonanie tej kartki miałam w planach jakiś czas temu, no to szybciutko przycięłam i przykleiłam -  gotowe! Bardzo prosta, ale ja takie lubię chyba najbardziej. (Ta kartka też leży na kopercie.)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Pieczemy ciasto

Emilia uwielbia piec ciasta, a najbardziej mieszanie składników i wylizywanie miski.


A kiedy już ciasto jest upieczone, zazwyczaj nawet go nie skosztuje, mimo, że zawsze jest to dokładnie takie ciasto jakiego żądała. Czy to sernik, czy ciasto waniliowe czy też czekoladowe, po wlaniu do formy i wylizaniu miski Emilia traci całą ochotę na ciasto.


Na szczęście można liczyć na Krzyśka, Słodką Dziurkę, który ciasto zje.
Każde, bez wyjątku.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pierwiosnki, szafirki, tulipany

Kwiecień zakwitł pierwiosnkami, szafirkami, bratkami, tulipanami.


  
 
 
 
 
 
  

 

Kwitną też porzeczki, zaczynają kwitnąć drzewka owocowe: czereśnie i śliwy.

  


piątek, 31 marca 2017

Wiosenne zmiany

Właśnie kończą się ferie wiosenne.

Pogoda w tym roku nie bardzo dopisała - prawie cały czas lało i tylko we wtorek i dzisiaj dzieci mogły się pobawić na zewnątrz.

Nie wyjeżdżaliśmy nigdzie na ferie. Cały tydzień spędziliśmy w domu, życie toczyło się zwykłym trybem z tą jedynie różnicą, że Krzysiek nie chodził  do szkoły. Żeby nie spędził całego tygodnia przed ekranem, zapisałam go na zajęcia z water polo na basenie: od poniedziałku do piątku od 8.00 do 11.00. Krzysiek bardzo zadowolony, ja też.

Poza tym trochę czasu spędził u kolegi a dwa dni u mnie w pracy.
Krzysiek nadal bardzo lubi kiedy go zabieram ze sobą do pracy, głównie z powodu dystrybutora z napojami w puszkach, gorącej czekolady oraz ciasteczek bądź czekoladek, które zawsze ktoś do pracy przynosi. W jeden dzień pozwoliłam mu pograć na tablecie, drugiego dnia tablet został w domu a Krzysiek spędził pięć godzin czytając Harrego Pottera - też był zadowolony.

Już od dość dawna Krzysiek mówił, że chciałby chodzić na zajęcia z piłki nożnej. U nas to zajęcia sezonowe, wiosenne odbywają się w kwietniu i maju. Udało mi się nie przegapić terminu zapisów a w ubiegłym tygodniu odbyły się eliminacje, podczas których trenerzy rozdzielili chłopaków do trzech drużyn - na tyle wystarczyło zawodników w tej grupie wiekowej (5 i 6 klasa) w naszym rejonie.

Pogoda podczas eliminacji trafiła się paskudna: lało jak z cebra, wiało okropnie i było zimno - 5 stopni na plusie. Chłopakom to nie przeszkadzało. Rodzice stali przez 90 minut i przyglądali się pociechom marznąc i moknąc. Ponieważ miałam ze sobą odtwarzacz mp3, spędziłam ten czas maszerując wokół murawy i słuchając "Kwietniowej czarownicy" Majgull Axelsson. Po trzecim okrążeniu nie było mi już zimno, ale do końca nie rozgrzałam się na tyle, by zrobiło mi się gorąco. W sumie okrążyłam murawę 15 razy.
Po kilku okrążeniach jeszcze jedna osoba poszła w moje ślady, reszta rodziców wybrała opcję powolnego zamrzania na stojąco.

Skład drużyn ustalony i treningi ruszają w drugim tygodniu kwietnia.
Już w przyszłym tygodniu zaczynają się natomiast zajęcia lekkoatletyczne (Track & Field) - podobnie jak w zeszłym roku, o czym pisałam tutaj: KLIK. Krzysiek bardzo chciał i w tym roku brać w nich udział i wraz z kolegami już od miesiąca trenują bieganie podczas przerw.

Piłka nożna, lekkoatletyka, karate i dżudo to stanowczo za dużo nawet dla Krzyśka, w związku z tym na półtora miesiąc zawiesiłam zajęcia w dodżo z karate i dżudo. Track & Field, poza mityngami, odbywają się przy szkole Krzyśka, i tylko odbierać muszę go osobiście. Na piłkę trzeba go jednak będzie zawozić kilka kilometrów do szkoły, przy której jest duże boisko ze sztuczną murawą i do tego odpowiednio oświetlone. Na szczęście tuż obok jest plac zabaw, więc o ile nie będzie lało, będziemy miały gdzie spędzać czas z Emilią.

wtorek, 28 marca 2017

Kocia cierpliwość

Kicia jest zwierzęciem cierpliwym o dużej odporności na żarty moich dzieci.
Na szczęście ich psikusy są nieinwazyjne i nie wiążą się z żadną przemocą wobec kotki. Przypuszczam, że gdyby naprawdę zaczęli jej dokuczać, szybko sprawdziliby na własnej skórze jak ostre pazury mają koty i z jaką szybkością potrafią swą broń odbezpieczyć i użyć.

Póki co, dzieci traktują kota jak zabawkę. Wprawdzie nie jest drewnianym klockiem, ale można ją wykorzystać przy budowie koloseum.


A konkretnie, obudować i zamknąć wewnątrz budowli.


Kicia z najwyższych budowli wyskakuje z wdziękiem i nigdy nie strąca żadnych klocków!

Kicia dorobiła się też swoich własnych zabawek, czasem się nawet nimi bawi:



Choć najbardziej lubi gonić jakieś wyimaginowane stworzenia lub atakować dywan.

To jeden z powodów dlaczego nie lubię zostawiać jej samej w domu. Nie zdarza jej się nabrudzić mimo braku kuwety. Za to lubi sobie narozrabiać, albo uciąć drzemkę na kuchennym stole. Pewnego dnia wracam do domu i zastaję taki oto widok:


Emilia zostawiła rozgrzebany kram z malowankami, Kicia usadowiła się w samym centrum, na jednym z malunków. Na szczęście już suchym.
Jakiś czas później Emilia odwdzięczyła się kotce malując jej ogon żółtą farbą. Kicia nie protestowała - widać lubi ten kolor.

Ale pierwszą myślą, jaka przyszła nam do głowy, kiedy zobaczyliśmy kota ulokowanego na środku stołu było, że obiad sam się podał.


Sięgnięcie do szuflady ze sztućcami wydało się dość naturalne.
Ale że nie jadamy surowego mięsa i do tego w futrze, to się Kici upiekło.
Do piekarnika jeszcze nie wchodzi, ale do spiżarki - i owszem! Do szafek z garnkami też i potem muszę wszystkie myć.

Ostatnio ubawiła nas do łez kiedy wpakowała się na przewijak i ucięła sobie na nim drzemkę.
Przewijak, jeszcze Emilkowy, wyciągnęłam z szafy dla koleżanki, która ma nadzieję zostać babcią w przyszłości raczej nieokreślonej, ale skoro akurat była u mnie, to chciałam jej go dać. Najpierw zaprotestowała Emilia, a kiedy już porzuciła przewijak wybawiwszy się nim uprzednio, Kicia uznała, że doskonale nadaje się na kocie legowisko.